|
DWA TYGODNIE NIE WYSTARCZĄ - WYWIAD Z JACKIEM ŁUMIŃSKIM
"Jeszcze nie zdążyliśmy się niczego nauczyć, a sprzedajemy się jako gwiazdy. Jeszcze nie zdążyliśmy zdobyć publiczności, a już ją tracimy. Jeszcze nie zdążyliśmy przekonać krytyki, że to, co robimy, jest wartościowe, a już mamy ją przeciwko sobie" – o dwunastej konferencji na tle aktualnej kondycji tańca opowiada Jacek Łumiński.
Co odróżnia aktualną edycję konferencji od jedenastu poprzednich? Jak można by ją scharakteryzować?
Nasza tegoroczna oferta daje ogromny wachlarz zajęć: od tego, co przerabia się na samym początku, do tego, do czego, w pewnym momencie powinno się dojść. Mamy po raz pierwszy teatr kabuki, technikę Taylora nauczaną przez jego tancerkę, gyrokinesis... Takie zajęcia wzbogacają taniec współczesny, ale przydają się równie dobrze ludziom, którzy zajmują się terapią. Zależy mi na pokazaniu, że bez pracy nad techniką, bez rzemiosła nie da się rozwijać. Ostatnio, nie tylko w Polsce, ale tu także przez wpływy globalizacji, ludzie jak najszybciej chca osiagnac sukces. Nie maja czasu, albo po prostu nie chce im się zgłębiać jakichkolwiek tajników koncepcji, techniki, rzemiosła. A na zrozumienie i przyswojenie sobie miedzy innymi tych elementow wiedzy, dobrze rozumianego profesjonalizmu potrzeba czasu i cierpliwosci. Chcąc osiągać sukcesy jak najprostszą drogą mlodzi ludzie popelniaja nie tylko wiele bledow lecz takze gubia sie. I mogą uważać się za wielkie osobowości taneczne, wychodzić na scenę, ale nikt ich nie zrozumie, bo zabraknie im środków do przedstawienia swojej wizji świata.
Jeśli faktycznie ludziom nie chce się pracować, jak wytłumaczyć tak dużą, według niektórych wręcz za duża, frekwencję na konferencji?
Przyjeżdża bardzo wielu młodych ludzi, ale są to ciągle nowi adepci sztuki tanca. Brakuje kontynuacji. Pozostaje wiec nadzieja, ze niektorzy z nich beda mieli wiecej pokory do tanca, ktory tak bardzo wielbia i pozostana wierni idei doskonalenia sie. Zawsze dziwilo mnie, ze tancerze najczesciej nie chca sie dalej uczyc! Uważają, że już wszystko wiedzą i uczyć się nie muszą. A to największy błąd! Ostatnimi czasy przezywamy w Polsce wybuch wszelkiego rodzaju festiwali tańca współczesnego i różnych konkursów, na których pojawia się tłum ludzi pokazujących swoje spektakle. Jeszcze nie zdążyliśmy się niczego nauczyć, a sprzedajemy się jako gwiazdy. Jeszcze nie zdążyliśmy zdobyć publiczności, a już ją tracimy. Jeszcze nie zdążyliśmy przekonać krytyki, że to, co robimy, jest wartościowe, a już mamy ją przeciwko sobie... Tak, jak kiedyś popierałem wszystko, co się w Polsce działo, tak teraz, jestem za jakością, za tym, żeby stworzyć kult rzemiosła, kult profesjonalizmu.
Ale warsztaty nie zostaną w myśl kultu profesjonalizmu zamknięte dla amatorów?
Nie, na pewno nie! Im więcej się dzieje, tym lepiej. Ale z masy wszystkich działań powinny się wyłaniać coraz lepsze propozycje. I coraz lepsi twórcy. A ci mogą się wyłaniać tylko wtedy, kiedy stale się uczą. Nie można np. po takim naszym dwutygodniowym kursie powiedzieć, że się już wszystko wie. A wydaje mi się, że coraz częściej tak się dzieje. Ktoś przyjeżdża do nas na dwa tygodnie, gdzie indziej pouczy się jeszcze przez następny tydzień, potem przez rok potańczy w domu kultury i już chce robić za wielką osobowość artystyczną. Nie przeczę, że z czasem to może być osobowość artystyczna, ale najpierw musi zapracować na wysoką jakość.
Spotkałam się z opinią, że na konferencji trudno pracować nad tą jakością z powodu ogromnej liczby uczestników. Że udaje się to tylko nielicznym, tym z pierwszych rzędów, a reszta już nic nie widzi, nie ma miejsca, aby się ruszyć i nie może skorzystać z zajęć.
Nie zgodzę się z tym. To zależy od tego, po co ludzie tutaj przyjeżdżają. Jeśli po to, żeby nauczyć się np. hip-hopu, to się go nie nauczą, bo to nie jest impreza nastawiona na hip-hop. Jest on jedną z form, które prezentujemy, ponieważ może mieć dla kogoś w przyszłości znaczenie twórcze. Tak samo jest z tańcem afrykańskim, salsą itd. Naszym celem nie jest nauczyć ludzi tych gatunków. Celem jest, żeby salsa, hip-hop i inne formy tańca ulicznego stały się inspiracją do twórczości. A główny nacisk jest na różne formy tańca współczesnego i klasycznego, kompozycję... Korzystając z tego wszystkiego można się dużo nauczyć.
Jakie znaczenie dla tej nauki ma cykliczność, z jaką przyjeżdżają instruktorzy? Niektórych zniechęcają w kółko te same nazwiska...
Większość instruktorów przyjeżdża już od kilku lat, bo się sprawdzili, bo nawiązywane kontakty i przyjaźnie muszą mieć czas, żeby dojrzeć, bo dbamy o przyjemną atmosferę. Dlatego wracamy do nauczycieli, z którymi dobrze się pracuje. Ale pojawiła się też spora grupa nowych instruktorów: Johannes Wieland, Rachel Berman, Sally Hess, Charles Gerard, którzy, myślę, będą przyjeżdżać przez następnych kilka lat. Co nie znaczy, że nie poszukujemy ciagle nowych nauczycieli! Podkreslam, ze zaden dobry nauczyciel przez dawa tygodnie kursu nie przekaze calej swojej wiedzy nawet najzdolniejszemu ze studentów.
Rozmawiała Magdalena Pietraś
|