public forum
home forum magazine gallery links about faq courtesy
It is currently Fri Oct 31, 2014 3:21 am

All times are UTC - 7 hours [ DST ]




Post new topic Reply to topic  [ 5 posts ] 
Author Message
 Post subject: 10th July 2006: Stanek, Lobos, Patel
PostPosted: Mon Jul 10, 2006 9:05 am 
Offline

Joined: Sun Oct 24, 1999 11:01 pm
Posts: 19975
Location: London, England; Tallinn, Estonia
“Villa Evra” directed by Leszek Stanek

“Villa Evra” is a work made as part of the Physical Theater Studio Project established this year by Leszek Stanek.

Eight girls have been working a few dozen hours per month to create the choreography presented in the villa of the title on General Niedźwiadka-Okulickiego Street and washed with a sunny light, the space certainly influenced the atmosphere. Sitting near the doors leading to the living room we were pulled into a lazy Chekhov-like afternoon. [The song of birds, the rustle of trees, the sweet charm of a village and eight girls waiting inside. It is as if time stopped and the girls’ life is focused on a repeated everyday rhythm - typically girly stuff. They are gossiping together, with their common, careless laughter hitting the walls, correcting make-up and hairdo, taking care of meticulous dresses]. Stanek is really good at peeking and observing the young girls sitting together and taking from them not only the most essential and natural things but also individual values. Although they move in almost the same way, they tell their individual stories.

It is possible also to interpret the performance in terms of gender studies. Expectations already formed disappear when a man appear in the room - Stanek maintains this theatrical tension. But it is not a prince on a white horse with whom they would leave the world of virginity. It is rather an asexual waiter who instead of an apple from the paradise garden brings them cherries. Thus the initiation is very symbolical.

An undoubted advantage of Leszek Stanek's choreography is a delicateness and a beauty, although a little bit kitsch, which I hope he will get away from in the future. The rose petals are beautiful, but it is a beauty repeated already many times, not very inventive. These repetitions make them rather similar to snow drops falling in a glass ball with Santa Claus in the background rather than a set design with a symbolic and aesthetic character trying to define the idea of femininity.
The choreographer is well on the way to create interesting dance theater performances combining dramatic nerve as well as movement. However, I am waiting impatiently for a performance in which Leszek Stanek will review his schemes and will discover interesting things in the theme of women he is exploring.

Of course I realize that “Villa Evra” is a workshop project, and dancers are just starting their dance careers. And thus we can forgive the inequality of movements and loss of control of form. Sometimes I felt that the dancers were losing the sense of space and the consciousness of the other bodies dancing around them. “Villa Evra” does not claim to be high level art, presenting important and universal truths. But it is a pleasant picture to be aesthetically contemplated.

Aneta Głowacka
Translated by Katarzyna Steńczyk

*********************************8

W cieniu rozkwitających dziewcząt

„Villa Evra” powstała w ramach projektu Studio Teatru Fizycznego założonego w tym roku przy Śląskim Teatrze Tańca przez Leszka Stanka. Osiem dziewczyn przez kilkadziesiąt godzin w miesiącu pracowało nad układami, które złożyły się na etiudę zaprezentowaną w willi przy ul. gen. Niedźwiadka - Okulickiego. Nie od rzeczy nazwa willi wypożyczyła nazwę całemu przedsięwzięciu. W dużej mierze przestrzeń skąpana w słonecznym świetle wpłynęła na frenetyczny nastrój widowiska.
Usadzeni w okolicach drzwi prowadzących do salonu, zostaliśmy wciągnięci w świat leniwego Czechowskiego popołudnia, które otworzyło się znajdującymi się naprzeciw, wychodzącymi na ogród drzwiami. Śpiew ptaków, szum drzew, słodki urok prowincji, a w nim osiem dziewcząt pogrążonych w oczekiwaniu. Wydaje się, że czas się zatrzymał, a życie dziewcząt koncentruje się na powtarzalnym rytmie codziennych, uznawanych za typowo babskie, czynności. Plotkowanie w gronie koleżanek, wspólny, odbijający się od ścian pokoju beztroski śmiech, poprawa makijażu, fryzury, dbanie o perfekcyjne ułożenie sukienki. Stanek ma niewątpliwie oko do podglądania znajdujących się we własnym gronie młodych kobiet i wydobywania z tancerek tego, co w nich naturalne, ale i indywidualne. Mimo wpisania w podobny ruch, każda z tych młodych twarzy niosła własną historię. Gdyby nie plastry antykoncepcyjne na ramionach niektórych z nich, nietrudno byłoby uwierzyć również w ich pensjonarską niewinność.
Spektakl można czytać również w kategoriach genderowych. Oczekiwanie, o którym mówiłam (Stankowi udało się utrzymać ten rodzaj napięcia) kończy się wraz z przybyciem mężczyzny. Nie jest to jednak książę na białym koniu, z którym opuszczą świat dziewiczości. Raczej aseksualny kelner, który zamiast jabłka z rajskiego ogrodu, przynosi wiśnie. Inicjacja odbywa się w sposób symboliczny.
Niewątpliwym plusem choreografii Leszka Stanka jest delikatność i piękno obrazu, co prawda, ocierającego się jeszcze momentami o kicz, z którego jednak z czasem, mam nadzieję, uda mu się wyzwolić. Rozsypane na podłodze płatki róż są piękne, jednak jest to piękno już wielokrotnie powtórzone, mało odkrywcze. Owa powtarzalność czyni je niestety bliższym płatkom śniegu przesypującym się w szklanej kuli z Mikołajem w tle niż elementom scenograficznym o charakterze symboliczno-estetycznym, próbującym zdefiniować istotę kobiecości.
Cenny jest również dramatyczny nerw wyobraźni choreografa. Myślę, że jest na dobrej drodze do tworzenia ciekawych spektakli teatru tańca, w których obok ruchu w strukturę przedstawienia włączy się nerw teatralny. Prawdę mówiąc z niecierpliwością czekam na spektakl, w którym Leszek Stanek pokona schematy i dokona ciekawych odkryć w eksplorowanym przez siebie temacie kobiecości.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że „Villa Evra” była projektem warsztatowym, a występujące w nim tancerki dopiero uczą się artystycznego rzemiosła. Toteż można wybaczyć nierówność wykonania układów i wymykającą się spod kontroli formę. Czasami odnosiłam wrażenie, że tancerki tracą wyczucie przestrzeni i świadomość znajdującego się za nimi innego tańczącego ciała. „Villa Evra” z pewnością nie rości sobie pretensji do bycia sztuką wysoką, ujawniającą ważkie, uniwersalne prawdy. Jest za to sympatycznym obrazkiem do estetycznego kontemplowania.

Aneta Głowacka


Last edited by Stuart Sweeney on Sat Jul 15, 2006 9:01 am, edited 2 times in total.

Top
 Profile E-mail  
 
 Post subject:
PostPosted: Wed Jul 12, 2006 3:29 am 
Offline

Joined: Sun Oct 24, 1999 11:01 pm
Posts: 19975
Location: London, England; Tallinn, Estonia
“Migrant Voices”, Dipisha Patel

Every festival has its ups and downs and disputes concerning the success or otherwise of the works presented. So it was a happy day when Dipisha Patel brought her 15-minute solo, “Migrant Voices”, to the 2006 Bytom Festival, as there was general agreement on her excellent performance.

Dipisha Patel is an accomplished exponent of the classical form, bharatanatyam, and one of the new generation of Indian dancers born in the UK. However, although her technique is a wonder, she takes advantage of the freedoms offered by the UK to experiment with fresh ideas, which she told me would not be so easily accepted elsewhere. One feature in this work is the abandonment of traditional costume for an simple, but attractive jacket and trousers and a headband, with the result that we see the line and movements even more clearly than usual.

Rather than taking her story from the ancient Hindu texts, she and choreographer Debbie Fionn-Barr draw on the experiences of immigrants to the UK; throughout, a series of photographs, assembled by Paul Inman, on a simple screen at the rear of the stage show South Asians in England. The dance steps are primarily pure bharatanatyam with a few additional gestures and moves. In the opening sequence, the concerns of these new arrivals is shown through Dipisha's worried expressions and arms sometimes stretching upwards, perhaps yearning for a lost homeland.

A second section depicts conversations illustrated by gestures such as fingers to the lips and then reaching outwards. In the final sequence we see images of the faces of children from the second generation of immigrants and an acceptance of the new land and their place within it. For instance, the priority given to schooling means that the educational attainment of children from the UK's Indian community is now higher than that of the indigenous population.

Tom Simonauer's attractive music is a hybrid of Indian and western styles, using a small harp and tabla, , but the crowning glory of the work is Dipisha Patel's dancing. With a back ramrod straight and executing elegant pliés, the similarities of bharatanatyam to another classical form, ballet, can be clearly seen. The Indian style excels with exquisite hands, sometimes flat, sometimes splayed out or rapidly flexing in mime gestures. Her arms thrust out forwards, to the sides and upwards, sharp as a blade and hops and short jumps are executed with great precision. Despite her diminutive size her stamping, with no ankle bells to interfere with the music, is clear and forceful. Above all, intelligence and humanity shine out through her dancing. She told me that she plans to mount an evening length triple bill, adding a classical dance in traditional costume and a new work – I can't wait.

Stuart Sweeney


Top
 Profile E-mail  
 
 Post subject:
PostPosted: Wed Jul 12, 2006 8:51 am 
A BIOGRAPHY TOLD THROUGH DANCING

For many years the organizers of the Bytom Festival have attempted to satisfy many different tastes , making the scene at Żeromskiego Street 27 a place where dance from faraway regions of the world is shown.

‘Migrant Voices’ (choreography by Debbie Fionn-Barr), performed by a young Hindu dancer Dipisha Patel, is a fine expression of this. 'Migrant Voices’ is a story of a young Hindu immigrant, who is making a family album from the perspective of being away. The performance is built through two elements: Dipisha’s dance, which uses the language of bharatanatjam, and video projections, which show the images of her parents, grandparents, siblings and other family members. The dancer’s movement is laced with the story built by the frozen images - a live body supplemented by technology.

The past and the present are connected, are conditioned by themselves, are inseparable. Smiling or serious faces from the pictures make us realize that the dancing girl is also bringing a story with her. Especially that in the last picture there is an image of Dipisha wearing traditional Hindu costume and make-up which is making the whole story credible.

‘Migrants Voices’ is not only a skim through the family album, but also a story about roots. When the feet are stamping in rhythm to the music, the eyes and hands are spinning their narration, and corresponding with the story from the pictures – the dancers movement speaks of memories embedded in the body.

Author: Aneta Głowacka
Translated: Anna Świderska


Top
  
 
 Post subject:
PostPosted: Wed Jul 12, 2006 8:52 am 
An ovation for the Belgians!

Maria Clara Villa Lobos, “M, an average piece” (Wallonie – Bruxelles, Belgium)

Another Belgian performance, this time from Brussels, did not disappoint those viewers who expect theater piece to be cutting edge. In its own way it brought back to my memory an old metaphor of the theater, once said to be a mirror of life and the chronicle of a present time. “M, an average piece” represents a story of average, contemporary people, obsessed by the will to possess fashionable gadgets, including first and foremost the ubiquitous mobile phone. “M” provides an opportunity to sample the preferences of the overwhelming majority of people, for whom colorful tabloid magazines are the most exciting reading matter. It also shows how mentally impoverished people lose their humanity, becoming very similar to damaged machines, or old records, getting stuck in their repeated actions. Although it sounds rather sad, it is obvious that this performance mirrors us – that is the audience – us and our new technology devices, through which we are trying to kill, at least for a while, the boredom of mundane daily routine.
This theatrical reflection of modern society, created by choreographer Maria Clara Villa Lobos, comes from, needless to say, a distorting mirror. She would like us simply to laugh at ourselves, but there is no satirical malice or sharp criticism in this performance. The performance aimed rather at pointing behavior that is funny, playful, game-like, and presented in a film gag style. Some scenes were stopped exactly at the edge of a good taste, fortunately without crossing it. Fragments with bra insertions slipped into the partners' pants, or breakneck action accompanied by mobile phone tunes, seemed to me a re-working with modern references of traditional clown acts, such as Commedia del Arte (even masks were used), in which props in a banana skin style were replaced by a tin of Coke and a CD player. On the other hand, yesterday’s performance [boiled] with motifs derived straightly from cabaret. Various plays on words appeared ( for instance “you son of the Bush” was used as a variation of a popular swear), as well as cabaret- like parodies (or sketches) ridiculing everyday behavior, especially sexual one.
This Belgians' performance was undoubtably a success, the artists attracting the audience by their vision, and humorous ideas and making them laugh. Probably the audience was positively influenced by the structure in which all the elements of the performances were spliced together; even very serious matters were portrayed with a light touch. There was a sense of fluency and consistency in the way the scenes were combined and developed. I also admired the dancers’ ability to stimulate contact with the viewers, and the choreographer's intuition to show the grotesque elements of everyday reality. If we add to it a surprise ending, which so rarely happens in contemporary dance, my pleasure was complete when I was able to show my appreciation with warm

Author: Anna Koczorowska
Translator: Anna Koczorowska

***************************************

Brawo dla Belgów!
Maria Clara Villa Lobos, M, przeciętna sztuka ( Walonia – Bruksela, Belgia)


Kolejne przedstawienie z Belgii na pewno nie zawiodło tych, którzy oczekują od teatru tańca aktualności. Ożyła - być może w sposób niezamierzony - szekspirowska metafora teatru: zwierciadła życia i kroniki swego czasu. „M, przeciętna sztuka” opowiada o przeciętnych współczesnych ludziach, owładniętych chęcią posiadania modnych gadżetów z komórką na czele. Przedstawienie daje próbkę upodobań przytłaczającej większości, dla której najbardziej ekscytującą lekturą są kolorowe, plotkarskie magazyny. Pokazuje też, jak wyjałowieni ludzie tracą swoje człowieczeństwo, upodabniając się do zepsutych maszyn – tancerze „zacinają się” w powtarzalnych czynnościach jak stare płyty. Jakkolwiek smutno to brzmi, bohaterami belgijskiego spektaklu jesteśmy, w mniejszym lub większym stopniu, my widzowie, z naszymi nowinkami technicznymi i innymi zabawkami dla dorosłych, przy pomocy których staramy się choć na chwilę zabić szarość i nudę codzienności.
To teatralne zwierciadło, podstawione przez choreografkę widzom, jest, dodajmy, zwierciadłem krzywym. Choreografka chciałaby po prostu, abyśmy pośmiali się trochę z samych siebie. Nie ma jednak w przedstawieniu satyrycznej złośliwości ani ciętego spojrzenia. Wyczuwa się nie tyle chęć ośmieszenia modnych postaw, ile pragnienie wydobycia tego, co w nich zabawne, rozśmieszające, komediowe, zbliżone do filmowego gagu. Niektóre sceny zatrzymują się dokładnie na granicy dobrego smaku, ale bez jej przekroczenia. Igraszki z wkładkami do biustonosza, wsuwanymi partnerom do slipów czy karkołomne wygibasy przy melodyjkach z komórek, wydawały mi się odnowioną przez nawiązania współczesne formą błazenady (były nawet maski), w której rekwizyty w stylu skórki od banana zastąpił odtwarzacz hi-fi i puszka Coca – Coli. Z drugiej strony, wczorajsze przedstawienie aż kipiało od wątków kabaretowych, pojawiły się różne formy gry słów ( „you son of a Bush” jako wariacja popularnego przekleństwa) i parodiowania codziennych zachowań, zwłaszcza seksualnych i małżeńskich. Przedstawienie Belgów niewątpliwie należy do udanych. Artyści zdołali wciągnąć publiczność do swojego świata, przekonać do swojej humorystycznej wizji, rozbawić. Niemała w tym zasługa formy przekazu – lekkości w traktowaniu poważnych tematów, płynności łączenia i rozwijania scen, umiejętności nawiązywania żywego kontaktu z widzami i intuicyjnego wyczuwania groteskowych elementów rzeczywistości. Jeśli do tego doda się jeszcze niespodziankę na koniec, niespodziankę w postaci naturalnego zakończenia spektaklu (które zbyt rzadko zdarza się w teatrze tańca lubującego się w formie otwartej, z przyczyn oczywistych nie przynoszącej pod koniec spektaklu niczego ciekawego) – obraz przyjemności, jaką odczuwałam bijąc Belgom brawo, będzie chyba pełen.
Anna Koczorowska


Top
  
 
 Post subject:
PostPosted: Sat Jul 15, 2006 7:16 am 
Leszek Stanek talks about „Villa Evra”:

I am pleased that this performance arouses interest - every presentation has had a full audience. My inspirations for that piece were, first of all, the girls working with me, but also “City of Women” by Fellini, the music, and the last Jacek Łumiński performance “Metatasis (Chemical Reaction)”, especially the part using the back wall, made a big impression on me. The main inspiration was woman, her internal resistance. I know I did not discover anything new, but this topic will never be exhausted. My next project will be also concern a woman and probably will be a solo-piece.

Interview and translation by Mateusz Żurek

******************************************

Leszek Stanek o „Villi Evra”:

Cieszę się, że spektakl budzi zainteresowanie. Na każdej prezentacji jest komplet widowni. Jeśli chodzi o inspiracje to przede wszystkim dziewczyny, z którymi pracowałem nad stworzeniem tego przedstawienie, ale również „Miasto kobiet” Felliniego, muzyka, wcześniejszy spektakl Jacka Łumińskiego – scena „pod ścianą” zrobiła na mnie duże wrażenie. Główną inspiracją była dla mnie kobieta, różne typy kobiety, jej odporność wewnętrzna. Wiem, że nie odkryłem nic nowego, ale ten temat nigdy się nie wyczerpie. Kolejny projekt, który mam w głowie też dotyczy kobiety i prawdopodobnie będzie to solo.

Wysłuchał: Mateusz Żurek


Top
  
 
Display posts from previous:  Sort by  
Post new topic Reply to topic  [ 5 posts ] 

All times are UTC - 7 hours [ DST ]


Who is online

Users browsing this forum: No registered users and 1 guest


You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot post attachments in this forum

Search for:
Jump to:  
The messages in this forum are posted by members of the general public and do not reflect the opinions or beliefs of CriticalDance or its staff.
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group