Kosmiczne doznanie
Justyna Czarnota
Przestrzeń sceniczna ograniczona została do niewielkiego, postawionego bokiem sześcianu, z którego odcięto dwie przednie ściany i sufit. W środku wisi lina. Na samym szczycie nagle pojawia się czarna kulka – Wojtek Kaproń zaczyna swój solowy pokaz. Na ścianach drgają pionowe pasy. Dudni muzyka. Kilka minut trwa dobrnięcie do końca liny, ruchy są powolne, ledwo dostrzegalne, a jednak w niepojęty sposób wyraziste. Widownia z zapartym tchem śledzi najlżejsze choćby drgnięcie ciała tancerza. Każda pozycja, w której się znajduje, jest piękna.
Zejście na ziemię. Nieśmiałe poznawanie jej całą powierzchnią ciała. Coraz śmielsze ruchy w ograniczonej przestrzeni. Zmiana oświetlenia. Rzucone na ściany cienie sprawiają, że na scenie widzimy trzy postaci. Potem jest ich pięć, siedem… Część zaczyna żyć swoim życiem, wykonuje inne ruchy. Zaskoczenie. Nagle postaci znikają. Za chwilę tancerz samotnie siedzi w kącie, a światło stylizowane na ogień podpala brzegi pudełka. Jeszcze parę chwil i scena pozostaje pusta. W tle migają poziome pasy, jak w zepsutym telewizorze. Tak wykorzystane wizualizacje tworzą klamrową kompozycję przedstawienia.
Historia opowiedziana tańcem jest jedynie zarysem, szkicem, który łatwo poddaje się indywidualnej interpretacji; każdy z widzów może dowolnie ją odczytać. Krótka historia ludzi na ziemi, opowieść o samotności człowieka w kosmosie, podróż - penetracja innej planety to tylko niektóre możliwości.
„Kosmos” Lubelskiego Teatru tańca należy do nielicznych dzieł, które dają poczucie obcowania z pięknem. Wszystko jest tu doskonałe i przemyślane – muzyka, ruch, światła, wizualizacje, współgrają ze sobą, tworząc idealnie zespoloną całość. Minimalistyczna muzyka, której potężne, tajemnicze, trochę przerażające dudnienia przypominają głosy wnętrza ziemi, jest zintegrowana z przedstawieniem, tworzy zgrabne tło i mimo swej wyrazistość nie odwraca uwagi widza od tańca. Dzięki operowaniu cieniami, staranne, ekonomiczne i dokładnie przemyślane ruchy Wojciecha Kapronia potrajają się, zyskują nową perspektywę.
Udział w tym przedpremierowym jeszcze pokazie był przeżyciem nieomal mistycznym. Przyszłoroczna premiera zapewne będzie jednym z najważniejszych wydarzeń kulturalnych Lublina.