|
Wioleta Rybak Cała Frida
Jednoosobowy spektakl „Autoportret" amerykańskiego Miro Dance Theatre inspirowany jest życiem i twórczością Fridy Kahlo. Stworzono wyjątkowe dzieło łączące teatr tańca z nowoczesnymi technikami wizualizacji, które wywierają naprawdę niesamowite wrażenie. Widowisko powstało z myślą o wystawie tej świetnej artystki w Filadelfii i próbuje dotrzeć do tajemnicy jej niezwykłej sztuki oraz skomplikowanej osobowości.
Amanda Miller, jednocześnie choreografka i tancerka, z wyglądu nie przypomina wcale ciemnowłosej Fridy Kahlo, malarki znanej szerszej publiczności z filmu z kreacją Salmy Hayek, ale mimo to świetnie wypada w jej roli. Artystka często uwieczniała swoja osobę na autoportretach, a bogate, pełne bólu przeżycia opisała w pamiętniku, który był materiałem dla twórców spektaklu.
W Chatce Żaka wchodzimy na salę wypełnioną kwiatowym zapachem, siadamy na oświetlonej widowni, widzimy samotną tancerkę przechadzającą się powoli po scenie zasypanej barwnymi kwiatami. Widzowie siadają już na swoich miejscach, światło wreszcie gaśnie, oświetlona staje się tylko scena, pojawia się muzyka. Kobieta wsłuchuje się w skupieniu w angielskie słowa piosenki, na jej twarzy odmalowują się emocje, widać uśmiech, zaczyna nawet gwizdać.
Jej sylwetka jest niczym rzeźba, staje się tłem dla tworzonych na żywo przez Tobina Rothlein wizualizacji, po chwili przypomina samą Fridę znaną z obrazów. W jej twórczości często występują symbole, pojawiają się krwawe pręgi na ciele, czy nieokreślone wielobarwne linie, plamy. Podobne wzory pojawiają się na sylwetce tancerki za sprawą mężczyzny rysującego je mazakiem na przezroczystym kawałku folii i przeniesionym przez projektor na jej postać. Tancerka całym ciałem reaguje na oddziałujące na nią bodźce zarówno wizualne jak i dźwiękowe. Efekt jest świetny, zwłaszcza, że dołączają do tego cienie na ścianie, w różnych kształtach pojawiające się w tle dzięki drugiemu z panów. Kobieta subtelnie porusza się między wiszącymi taśmami, powoli zdejmuje buty i bluzkę, teraz kolejne wzory widoczne są bezpośrednio na jej nagim ciele lub obszernej pomarańczowej spódnicy, której też się potem pozbywa.
Tancerka ze sterty kwiatów wydobywa różne przedmioty i wiesza je na wstążkach. Są to np. gorset, który musi zawsze nosić ze względu na chorobę, lalkę dla dziecka, którego nie może mieć, baleriny, których nigdy już nie założy. Każdy z tych przedmiotów odwieszony, zmienia kolor, staje się jakby nierzeczywisty. Zmienia się nastrój, kobieta nerwowo się miota, zdaje walczyć ze słabościami swojego chorego ciała, jej ruchy stają się bardziej gwałtowne niż do tej pory, atmosfera robi się niepokojąca, słychać zgrzytliwą muzykę. Tancerka reaguje ruchem na połamane linie coraz szybciej pojawiające się na niej, rozpada się niemal na kawałki, pada na podłogę i szamota wśród kwiatów, niespokojnie oblewa się kolejnymi kubkami wody.
Nastój staje się teraz smutny, nostalgiczny. Przy dźwiękach fortepianu na spódnicy Fridy i na wiszącym białym, czystym obrazie pojawia się odlatujący ptak oraz rozkwitający piękny kwiat. To częste motywy w jej malarstwie, które łączyło realizm z symbolizmem, wprowadzało niespodziewane elementy i przede wszystkim opierało się na żywych, ciepłych, kontrastujących barwach, co zostało oddane przez twórców „Autoportretu”. Twórczość Kahlo była ucieczką od nieodłącznego bólu codzienności i nieuleczalnej choroby w świat marzeń i fantazji, rodzajem zabawy cielesnością kobiety i chyba właśnie to ma nam uświadomić ten doskonały 30 minutowy występ.
|