|
Bliżej siebie
Gdy światła na widowni gasną i daje się słyszeć stuk obcasów, nie jest do końca wiadomo, czy to jeszcze ostatni spóźnialscy, czy może dźwięki rozpoczynającego się przedstawienia. Po chwili staje się jasne, że te odgłosy wprowadzają nas w świat spektaklu „daleko od ciała”. Anna Żak i Daria Dziedzic poprzez ruch sceniczny prezentują światy dwóch kobiet szukające ze sobą porozumienia. Prowadzą ze sobą ruchowy dialog, który ma je do siebie zbliżyć. Wzajemne uczenie się siebie, a także poznanie swoich potrzeb, sprawia, że kobiety otwierają się, co umożliwia im porozumienie się ze sobą. Nie odbywa się to jednak kosztem utraty przez którąkolwiek z nich cech indywidualnych, ale na zrozumieniu drugiej osoby i pozostawieniu jej przestrzeni do samorealizacji. Przestrzeń ta wręcz rozwija się, zostaje wzbogacona o nowe doświadczenia.
Dialog kobiet, którego poszczególne fazy obserwujemy, rozgrywa się przy dźwiękach przypominających warkot agregatu. Nie jest to melodia, stanowiąca zwartą kompozycję z całością przedstawienia, a raczej tło do niego. Dźwięki te wypełniają całą przestrzeń spektaklu, towarzyszą mu, ale nie pełnią kluczowej roli. Są sposobem na wypełnienie ciszy przestrzeni scenicznej.
Spektakl dysponuje bardzo oszczędną scenografią. Wszystko co w nim istotne, zostaje powiedziane ruchem aktorek. Rekwizyty używane przez tancerki, poszerzają ich fizyczne możliwości i otwierają nowe płaszczyzny do ruchu. Jednym z tych rekwizytów jest huśtawka, na której rozgrywają się początkowe fragmenty przedstawienia. Jedna z tancerek huśta się, podczas gdy druga obserwuje ją, by po chwili zająć jej miejsce. Ten motyw, modyfikowany na różne sposoby kilkakrotnie przewija się w trakcie występu. Huśtawka, a raczej jej metalowy, lśniący spód, pełni też rolę lustra, w którym przegląda się jedna z tancerek. W lustrze odbija się również światło reflektora, które rzuca długie złote smugi na publiczność i czarne ściany sali.
Oprócz huśtawki w przedstawieniu wykorzystana zostaje również zwisająca z metalowych konstrukcji pod sufitem, lina. Tancerki kolejno przypinają się do niej i wykonują powietrzne akrobacje. Bardzo podobają mi się te fragmenty przedstawienia, te przestrzenne ewolucje. Są to jedne z dynamiczniejszych, najbardziej nasyconych energią elementów spektaklu. Obok nich znaleźć można również agresywne gesty tancerki, która rozpędzona skacze na ścianę sali, jakby chciała zburzyć ją, zniszczyć mur. Zetknięcie z niewzruszoną ścianą powoduje fizyczny ból. Kilkakrotne powtarzanie tego gestu sprawia, że tancerka bezsilna opada na ziemię. Wzbudziło to we mnie uczucie bezradności, wynikającej z niemożności pokonania niektórych barier. Bariery te sprawiają, że człowiek zostaje przez całe życie ograniczany, a kiedy buntuje się i próbuje walczyć, obolały opada na ziemię.
Ruch tancerek to nie tylko samodzielne pokazy, kilkakrotnie daje się zaobserwować zespolenie w tańcu, ruchu, obydwu postaci. Są wtedy blisko siebie, przylegają do siebie ciałami. Dotyk jako jeden ze zmysłów umożliwia poznanie człowieka w jeszcze jeden sposób. Można poczuć rytm jego oddechu, wsłuchać się w bicie serca. Takich wrażeń nie można doświadczyć podczas rozmowy, potrzeba do tego otwartości na drugiego człowieka, braku skrępowania wobec jego bliskiej obecności.
Odpowiednie oświetlenie kobiet, poruszanie się postaci pomiędzy sferami jasnymi i zacienionymi buduje nastrój całego widowiska. Światło pada raz punktowo, innym razem na przeciwległe narożniki sceny, największe wrażenie robi jednak wtedy, gdy cała scena poprzecinana jest jakby promieniami światła, padającymi ukośnie. Daje to wrażenie promieni słonecznych, oświetlających świat tańczących kobiet. Wymowy tej dopełnia finalny fragment przedstawienia, w którym, na białym kartonie trzymanym przez jedną z tancerek, wyświetlony zostaje obraz błękitnego nieba. To optymistyczne zakończenie każe wierzyć w moc dialogu międzyludzkiego rozgrywanego wielopłaszczyznowo.
Kaśka Plebańczyk
|