|
Teoria naciśnięcia klamki
Moment przed naciśnięciem klamki jest momentem kiedy wiemy więcej. Po jej naciśnięciu, wiemy mniej.1 Dokładnie tak jest z przedstawieniem Teatru Novego Fronta Zwishenmensh, gdzie widz, już przy przekroczeniu progu czyta obsurium per obscurius ignotum per ignotus, co odwołuje się do teorii wprowadzenia odbiorcy sztuki (czytelnika, widza) w skomplikowany świat, który wyda mu się irracjonalny, a de facto ma wywołać falę wolnych skojarzeń prowadzących do odpowiedzi na pytanie o sedno2. Wyjaśnianie ciemnego przez ciemniejsze i nieznanego przez bardziej nieznane stało się konsekwentną metodą w spektaklu Novego Fronta.
Zagubienie, w które wplątuje nas spektakl jest kombinacją odwołań. Wśród nich znajduje się sparafrazowany motyw śmierci Łazarza i bram raju, których strzeże św. Piotr płci żeńskiej, nie wpuszczający za drzwi, tych, co na przekroczenie ich nie zasłużyli, tworząc tym samym granicę między światem dla wybrańców losu i jego przegranych. Warunek to bogactwo, prestiż, o których powierzchownie świadczy eleganckie ubranie, przynależność do elitarnej grupy, niezmiernie przypominającej masońską lożę. I to staje się przyczyną fali nieporozumień, które mają skłonić biedaka do zabójstwa dla wyższych celów, zabójstwa z ciekawości, pościgu za zwojem – przepustką do raju albo nowym Pismem Świętym, a potem nawet rezygnacji śmierci z wykonywania jej funkcji i pozostawienie umierania ludziom samym sobie, a żołnierzy do zabawy nieśmiertelnikami, jakby władali istnieniami.
Z tej plątaniny nie ma już innego wyjścia, jak narodziny „międzyczłowieka”, zmartwychwstanie Łazarza, który przekroczył granicę wyznaczoną przez bramy, a powracając staje się czymś ani nad, ani poniżej człowieka.
Może odbywający się na naszych oczach monumentalny rytuał, nabożeństwo stanowi narodziny homunculusa? Wiadomo na pewno, że ten „biały produkt”, nowy Chrystus, oczekiwany przez dwie kobiety - Maria i Magdalena(?) - skazany jest na normalność działań, bo to jedyna droga przekroczenia zwyrodnienia ambicji i pościgu za miałkimi wartościami, które są jeszcze bardziej wikłającym dodatkiem do powstałego już zamieszania.
Ciała aktorów-mimów-tancerzy są do siebie niezwykle podobne. Istota charakteru wyraża się tylko w rekwizytach. Na każdym z trzech poziomów, na które podzielono scenę toczy się jakaś akcja. Narodziny homunculusa odbywają się na wyższym od ziemnego poziomu. Ten stanowi padół, pełen trocin, w których jak w codziennym błądzeniu, brodzi człowiek wiedziony pokusami, potrzebami materialnymi, emocjonalnymi. A to wszystko oddziałuje na poziom jeszcze niższy, na widownię, która w spektaklu także staje się uczestnikiem, aktorem, bo to w niej odbijać ma się treść.
Oświecenie, do którego przeznacza nas Teatr Novego Fronta skonstruowano na podstawie teorii odbicia lustrzanego3. Teoria ta polega na stosowaniu przez autora swoistego szyfru, formy, podporządkowanych pod uzmysłowienie sensu odbiorcy, czyli odbija za pomocą odpowiedniego lustra-formy szereg plam i płaszczyzn, by w „czytelniku” ukazał się negatyw. Teatr Novego Fronta nawet dosłownie stosuje ten zabieg, kierując odbite w lustrach światła czasem latarki, a czasem reflektora w stronę widowni, wskazując tym samym kto jest właściwym meritum spektaklu.
Z tego zamieszania, z gonitwy każdego za każdym, niczym w Benny Hillu powstaje przypowieść. Zwishenmensh klepie nas po rączkach, grozi palcem przestrzegając przed ciągiem potrzeb w jaki możemy wpaść jeśli zamiast racjonalności damy się nakręcić zasadom konkurencji w ekonomi, polityce, życiu społecznym i zarazem uświadamia, że niemal niemożliwe jest odejście z tego błędnego koła. Przypomina to trochę syzyfowość życia, w którym nasze starania kończą się nieodwołalną śmiercią. Dance macabre, na którym opiera się znakomita większość tego groteskowego spektaklu. Jeśli więc życie to groteska, jeśli kapłani są nawiedzonymi furiatami indoktrynującymi społeczeństwo w pełni świateł i czerwieni sal konferencyjnych, jeśli zagubiliśmy się dawno w nazbyt ambicjonalnych wyzwaniach, to najbardziej potrzebujemy odkupiciela.
Nie heroicznego bohatera, który odda za nas swe życie. Trzeba kogoś mniej niż człowiek i więcej niż nie-człowiek. Kogoś „między”, kogoś, kto wywłaszczy ogłupionych światem ludzi, kto będzie ikoną zarówno dla tych, którzy miast głów mają piłkę footbolową i tych, którzy zatracili się w pieniądzu i tych, którzy żyją w granicach samych siebie. To ktoś, kto nie kupi wstępu do raju pieniędzmi, ale racjonalnym słowem, człowieczeństwem. Bo ta umniejszona ludzkość może wyjść przez tylne drzwi sceny, gdy zauważy, że bramy raju są mniej ważne niż proste funkcjonowanie. Cała reszta masy poumiera, stawszy się straconą dla świata, w momencie, gdy nie porzuci samej siebie.
Zwischenmensch jest zjawiskiem, które mimo, iż operuje wielością artystycznych środków teatralnych nie wbija w fotel, nie każe zaniemówić z podziwu. Rozładowanie napięcia, które sprawia, że nie czujemy się zmiażdżeni treścią, jest zamierzonym podkreśleniem racjonalności i jakiejś, mimo wszystko, zwyczajności tego pogmatwanego spektaklu. Konsekwentnie prowadzi do pochwały normalności. Kiedy zaczyna być zbyt napuszenie, pojawiają się gagi i pantomima, rozładowują napięcie.
Teatr Novego Fronta zapewnia, że spektakl, który „się stał”, czy raczej dzieje, stanowi continuum. Nie ma początku ani końca, bo wyraźnie informuje, że tak będzie dalej, et sequentia. Jedyną ramą jest każdego z osobna wyjście z siebie, sprowadzenie siebie do homunculusa, który także będzie mógł opuścić salę, gdy zrozumie, że „teraz wie więcej”, a drzwi wyjściowe będą ostatnimi, które chciałby otworzyć.
Natalia Wilk
|