|
Love is a red dress czy może Blue velvet?
Laboratorim Choreograficzne Śląskiego Teatru Tańca: Przenikanie
Choreografia: Sylwia Hefczyńska-Lewandowska
Podczas gdy widownia się zapełnia, tancerka w niebieskiej sukience zawzięcie szpera w przepastnej czerwonej torebce. Myślę sobie – no tak, a ja przed chwilą nurkowałam w poszukiwaniu biletu. Nie tylko poczucie solidarności w związku z przysłowiowym bałaganem w damskiej torebce zjednało moją sympatię dla spektaklu Laboratorium Choreograficznego Śląskiego Teatru Tańca. Przenikanie to po prostu rzecz całkiem dobrze zrobiona. Można by rzec, nie bez pewnych zastrzeżeń, że to sztuka lekka, łatwa i przyjemna.
Połowa sceny jest zasłonięta przez żaluzje. Początkowo Brazylijka Korina Kordova tańczy sama, ale już po chwili można się zorientować, że cień, który pojawia się na rozświetlonej „ścianie” utworzonej z pionowych pasów, zaczyna żyć własnym życiem, nie odzwierciedla ruchów tancerki. Zwłaszcza, że po chwili pojawia się drugi cień, zarys mężczyzny. Cienie ogromnieją, przytłaczają postać tancerki. Co dzieje się za żaluzjami? Tego można się tylko domyślać.
Do chwili, kiedy tancerze rozsuwają prowizoryczną ścianę. Druga tancerka, autorka choreografii Sylwia Hefczyńska-Lewandowska, dla kontrastu ubrana jest w czerwoną sukienkę. Teraz już wiadomo. Miłosny trójkąt. Takie trio to pomysł wykorzystywany już do znudzenia, ale nie ma się czemu dziwić. Każdy przecież taniec, tak jak i każda książka, jest o miłości. Zresztą, tancerze potraktowali temat bez niepotrzebnego zadęcia, z humorem i po prostu. Kłócą się owocami: truskawka, brzoskwinia i ananas. Podczas gdy główna bohaterka, Korina, przebiera się w różnokolorowe stroje, stroszy piórka jak papużka, w tle za żaluzjami na fotelu rozgrywa się romans pozostałych dwojga. Niebawem okazuje się, że mężczyzna woli jednak Korinę. Telenowela? Panie pojedynkują się jeszcze na taniec na wysokich obcasach, aż osaczony pan ma dość i ucieka.
O Laboratorium Choreograficznym można przeczytać jako o projekcie, który „pozwala na ujście nagromadzonym pokładom pomysłów, wyobrażeń o świecie, koncepcji sztuki”. I widać, że twórcy aż kipią pomysłami i energią. Energią, którą świetnie oddają w tańcu. Tylko że… mam wrażenie, że, paradoksalnie, wielość rozwiązań, jaką zaprezentowali nam tancerze, działa momentami na niekorzyść. Niektóre partie taneczne wydają się przydługie. Odtwarzanie fragmentów na video to pomysł nieznośnie już w spektaklach ograny, a że nie wnosi nic wartościowego, nie wiem, czy potrzebny. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Przenikanie o wiele lepiej by wypadło, gdyby było po prostu krótsze.
Trochę jak upalny dzień lata. Jest pogodnie i słonecznie, ale momentami robi się duszno i dzień się dłuży. Wtedy z utęsknieniem czeka się na wieczorny chłód. Mimo to dziękuję za przeniesienie w cieplejsze rejony, bo listopad jak to listopad…
Agnieszka Goławska
_________________ samo da igramo
|