|
Teatr z tańcem w tle
Compagnie 7273, Climax Company B. Valiente, Identity Serbian National Theatre, The Language of walls
Teatr tańca - po drugim dniu festiwalu zdecydowanie dominuje pierwszy człon tej dumnej nazwy. Pierwszy blok spektakli zobaczyliśmy w Akademickim Centrum Kultury – Chatka Żaka.
Na początek w od niedawna działającej nowej przestrzeni teatralnej Lublina - w Art Studio w Chatce Żaka - zobaczyliśmy dwa spektakle solowe, kontrastujące ze sobą w sposobie ruchu i w interpretacji przestrzeni.
Pierwszy spektakl to szwajcarsko-francuski „Climax” skupiający się głównie na dopracowaniu każdego pojedynczego ruchu. Obejrzeliśmy około 40 minut płynnego tańca Nicolasa Cantillona. Praktycznie nic poza tym. Jedyną muzyką, która do nas dochodzi jest odgłos poruszającego się ciała i przyspieszający oddech tancerza. Znajduje się on na środku pustej sceny i nie zmienia tego centralnego miejsca przez cały spektakl. Jego taniec składa się z giętkich ruchów, jakby „zabawa” z własnym ciałem. Tancerz wydaje się być przytwierdzony do podłogi, mimo płynności ruchów czuje się jakieś ciążenie ku ziemi, na którą co pewien czas aktor upada. W ruchu bardzo ważną rolę odgrywają dłonie, często rozłożone i napięte. Przez cały spektakl jest to taniec tego samego rodzaju, w podobnym, płynnym tempie, nie widać żadnej wyrazistej i linearnej gradacji napięcia.
Po około pół godziny tancerz zamiera. Gasną światła. Wyświetla się trójwymiarowy, monumentalny napis Climax. Po dłuższej chwili trwania w bezruchu znów zapalają się światła i aktor powraca do takiego samego tańca jak na początku. Po pewnym czasie schodzi ze sceny.
Spektakl był to dziwny, mający w zamierzeniu zdezorientowanie publiczności, grający z naszą odpornością i umiejętnością skupienia uwagi. Dla mnie był to czysty popis ruchu, wystrzegający się widowiskowości, przez co duża część publiczności mogła mieć problem by w skupieniu i w ciszy śledzić całość. Uznania należą się Nicolasowi Cantillonowi za maksymalnie skoncentrowanie w czasie gry i za umiejętności techniczne. Odbiór spektaklu mógł być bardzo różny, i zdecydowanie może zmieniać on się wraz z upływem czasu, zarówno w wymiarze spektaklu jak i po nim.
Kolejny przedstawiony spektakl to „Tożsamość”, będąca drugą odsłoną norweskiego programu „Pensceniques”. Jak podaje sam teatr projekt stawia pytanie na temat wyglądu i jego autentyczności, ciało jest tutaj w opozycji i poszukuje strategii Zgodnie z tytułem aktor poszukuje siebie samego, swojego wizerunku scenicznego, również w aspekcie kontaktu z publicznością.
Ruch aktora sprowadza się do bezruchu. Przez zdecydowaną większość czasu aktor zastyga na scenie i przenika spojrzeniem przestrzeń. Trudno użyć mi tu słowa tancerz, bo dla mnie ten projekt równie dobrze mógłby nazwać się zwykłym teatrem, i to niezbyt wysokich lotów. Wytwarzane napięcie zdaje się obejmować tylko samego aktora, a większość publiczności, która miała kreować, niszczyć i tworzyć znaczenie/przedstawienie – wybiera niszczenie. Chyba, że ktoś usprawiedliwia sobie spektakl (czy raczej scenkę) mentalnością skandynawską, jednak dla mnie to żaden argument.
Po obejrzeniu tych dwóch propozycji unikałam dokonywania interpretacji, które zazwyczaj towarzyszą spektaklom. Muszę, bowiem przyznać, że zdecydowanie nie trafia do mnie przytwierdzanie do prawie każdego spektaklu konkretnej ideologii, dzięki której całość nabiera jakiejś (quasi) głębi, która bez folderowych słów zapewne nie byłaby odkryta. Jeśli spektakl niesie ze sobą jakiś przekaz, to zostaje on zazwyczaj doceniony, jednak w momencie, gdy jakaś idea staje się tylko pretekstem dla wykonania kolejnego przedstawienia wydaje mi się to sytuacją chybioną.
Po dwóch solowych występach przyszedł czas na niewątpliwie największe wydarzenia dnia - serbski projekt „Język Ścian”. Spektakl dopracowany w każdym detalu urzekł publiczność, swoją różnorodnością, doskonałą techniką tańca, a nawet ludycznością. 6 tancerek oraz perkusista Istvan Cik stworzyli prawdziwe widowisko, gdzieś na granicy psychologicznej opowieści a zwykłego show.
"Język ścian" powstał w ramach Forum Nowego Tańca, będącego efektem międzynarodowej współpracy. Za koncept i choreografią odpowiadają Roni Haver i Guy Weizman - Izraelczycy mieszkający i pracujący w Holandii, gdzie utworzyli międzynarodową grupę Club Guy & Roni.
Na scenie wciąż toczy się akcja, z sinusoidą emocji. Nieustanna wymiana tancerek w odgrywaniu głównych ról sprawia, że nie ma tu mowy o monotonii. Spektakl składa się z wielu pojedynczych, pozornie niepowiązanych ze sobą scen, pełnych ironicznego komizmu i konceptu, które w swojej statyczności i wykorzystaniu środków sprawiają, że całość przybiera także formę tradycyjnego spektaklu oraz ze scen tańca - pełnych dynamizmu i perfekcji układów oraz genialnego tańca na półkach szafy. Wszystko to układa się na zasadzie komplementarności w niezwykle pociągającą i bezwstydną opowieść o wspólnocie i indywidualności kobiet.
W tym miejscu warto się zastanowić, dlaczego podświadomie myśląc o czymś aspirującym do miana dzieła w teatrze tańca spora część z nas czeka na spektakl przeszywający najczęściej swoim tragizmem i wzniosłością, albo, chociaż nutą melancholii. Myślę, że w przypadku „Języka Ścian” balansowanie między różnymi estetykami, oraz umiejętne połączenie różnych płaszczyzn w spójną i silnie oddziaływującą strukturę są największym argumentem za wysoką wartością tego projektu.
Marta Zgierska
_________________ m.
|