public forum
home forum magazine gallery links about faq courtesy
It is currently Fri Nov 28, 2014 7:22 pm

All times are UTC - 7 hours [ DST ]




Post new topic Reply to topic  [ 3 posts ] 
Author Message
 Post subject: Lublin 2007, 8 November - Three perfomances
PostPosted: Sat Nov 10, 2007 2:28 am 
Offline

Joined: Thu Nov 08, 2007 2:24 am
Posts: 4
Location: Lublin, Poland
Granice tańca

Dla kogoś, kto przywykł do patrzenia na teatr tańca przez pryzmat odniesień do konkretnych, sytuacji i historii „Climax” grupy Compagnie 7273 musiał być rozczarowaniem. W blisko 40-minutowej choreografii według koncepcji Laurence’a Yadi’ego i Nicolasa Cantillon’a trudno doszukiwać się jakiejkolwiek fabuły. Wszystko do czego ogranicza się spektakl to ruch - nie ma żadnej scenografii, nie ma także muzyki – nie ma nic, co mogłoby oderwać naszą uwagę od tancerza, który przez niemal cały czas wykorzystuje tylko środek sceny. Jedynym przełamaniem, zmianą przestrzeni, jest moment, kiedy pojawia się gigantyczny srebrny napis CLIMAX.

W tak minimalistycznie pomyślanym projekcie szczególnego znaczenia powinien nabierać klimat i nastrój. Problem jednak w tym, że trudno tu także o nich mówić - ruch Nicolasa Cantillon’a nie przekazuje żadnych emocji. Jest jakby oddzielony od nas grubą ścianą obojętności i chłodu tancerza nie próbującego zainteresować widza, ani nawiązać z nim żadnego kontaktu. Czy zatem był to zły spektakl? Nie, wręcz przeciwnie. Tym, co najbardziej zadecydowało o końcowych wrażeniach było doskonałe przygotowanie techniczne. Każdy ruch Nicolasa Cantillon’a był dopracowany i precyzyjny, imponował swoimi możliwościami. Każda część ciała wykonywała niejako własny taniec - razem tworząc momentami dziwną, czasem zaskakującą konstrukcję. Pojawiały się elementy znane z codziennego życia – słuchanie muzyki, spacer, może seks. Wszystko to układało się w jakąś tajemniczą, nieco hermetyczną ale fascynującą całość, dając świadomość obcowania z ruchem na najwyższym poziomie.

Niestety tego samego nie można powiedzieć o kolejnym spektaklu – „Tożsamość”, którego jednocześnie choreografem i wykonawcą jest Marcelino Martin Valiente. Projekt ten poddaje w wątpliwość moje rozumienie tańca – ekspresji, wyrażania emocji, znaczeń poprzez ruch.

Oto na pustej scenie przez znaczną część spektaklu stoi wpatrzony gdzieś w bliżej nieokreśloną przestrzeń mężczyzna. Każdy jego gest, próba wykonania jakiegoś bardziej skomplikowanego ruchu – jak podskok, skłon, nałożenie butów - kończy się niepowodzeniem. Nie ma tańca. Wierzę, że celem twórców było wytworzenie napięcia, przekazanie dużego ładunku emocjonalnego. Podkreślała to genialna muzyka Johanna Johanssonna, temu zapewne miały także służyć przedłużające się chwile bezruchu, napięcie, smutek na twarzy Marcelina Martina Valiente, pojawiający się w ostatniej chwili obraz rozświetlonych okien. Nie da się jednak ukryć, że każda kolejna chwila budziła coraz większe rozczarowanie, a początkowo wywołane napięcie szybko zamieniło się w irytację. Jeżeli miarą klasy spektaklu uczynimy jakość ruchu, ten przegrywa walkowerem. Zabójcze dla niego okazało się także zestawienie z następującym tuż po nim „Językiem ścian” Serbian National Theatre.

Trudno opisać taki spektakl, w którym aż kipi od niesamowitych pomysłów, gdzie każda rzecz, moment, sekwencja ruchu zasługuje na szczególna uwagę. Dzięki temu choreografia Guy Weizman i Roniego Haver’a w połączeniu z doskonałą techniką i precyzją tańca sześciu kobiet nieustannie utrzymuje w napięciu ciągle zaskakując i gwarantując doskonałą zabawę.

Już od pierwszego momentu widz zostaje wrzucony w lawinę zdarzeń, co szczególnie podkreśla dynamiczny taniec, często zmieniająca się muzyka Elada Cohena oraz świetny projekt świateł według pomysłu Vladislava Milanovica, Marko Radanovica i Tihomira Boroja. Z pewnością przyczyniła się do tego także gra na perkusji Ivana Cika. Spektakl ponadto pełen jest szybkich zwrotów akcji, trików, zabaw z widzem, jak choćby moment, kiedy jedna z aktorek figlarnie zdejmuje bieliznę. Świetne przygotowanie techniczne szczególnie jest widoczne podczas scen, w których kilka kobiet tańczy jednocześnie. Ciekawym rozwiązaniem okazało się także niespodziewane włączanie i wyłączanie się poszczególnych tancerek z układu. Przestrzenią, w której się poruszają jest nie tylko scena – zaaranżowana na kawiarnię, ale także, co ciekawe, trzypoziomowa szafa. W niej możemy oglądać doprowadzony do perfekcji, zsynchronizowany taniec najpierw trzech, potem dwóch kobiet. Pod koniec spektaklu nastepuje wyciszenie tempa tańca i muzyki.

Z pewnością był to najlepszy spektakl tego dnia.

Gabriela Żuk

_________________
Welcome to the other side


Top
 Profile E-mail  
 
 Post subject:
PostPosted: Sat Nov 10, 2007 3:27 am 
Offline

Joined: Tue Nov 06, 2007 2:35 pm
Posts: 11
Location: Lublin Poland
Teatr z tańcem w tle
Compagnie 7273, Climax
Company B. Valiente, Identity
Serbian National Theatre, The Language of walls



Teatr tańca - po drugim dniu festiwalu zdecydowanie dominuje pierwszy człon tej dumnej nazwy. Pierwszy blok spektakli zobaczyliśmy w Akademickim Centrum Kultury – Chatka Żaka.

Na początek w od niedawna działającej nowej przestrzeni teatralnej Lublina - w Art Studio w Chatce Żaka - zobaczyliśmy dwa spektakle solowe, kontrastujące ze sobą w sposobie ruchu i w interpretacji przestrzeni.

Pierwszy spektakl to szwajcarsko-francuski „Climax” skupiający się głównie na dopracowaniu każdego pojedynczego ruchu. Obejrzeliśmy około 40 minut płynnego tańca Nicolasa Cantillona. Praktycznie nic poza tym. Jedyną muzyką, która do nas dochodzi jest odgłos poruszającego się ciała i przyspieszający oddech tancerza. Znajduje się on na środku pustej sceny i nie zmienia tego centralnego miejsca przez cały spektakl. Jego taniec składa się z giętkich ruchów, jakby „zabawa” z własnym ciałem. Tancerz wydaje się być przytwierdzony do podłogi, mimo płynności ruchów czuje się jakieś ciążenie ku ziemi, na którą co pewien czas aktor upada. W ruchu bardzo ważną rolę odgrywają dłonie, często rozłożone i napięte. Przez cały spektakl jest to taniec tego samego rodzaju, w podobnym, płynnym tempie, nie widać żadnej wyrazistej i linearnej gradacji napięcia.

Po około pół godziny tancerz zamiera. Gasną światła. Wyświetla się trójwymiarowy, monumentalny napis Climax. Po dłuższej chwili trwania w bezruchu znów zapalają się światła i aktor powraca do takiego samego tańca jak na początku. Po pewnym czasie schodzi ze sceny.

Spektakl był to dziwny, mający w zamierzeniu zdezorientowanie publiczności, grający z naszą odpornością i umiejętnością skupienia uwagi. Dla mnie był to czysty popis ruchu, wystrzegający się widowiskowości, przez co duża część publiczności mogła mieć problem by w skupieniu i w ciszy śledzić całość. Uznania należą się Nicolasowi Cantillonowi za maksymalnie skoncentrowanie w czasie gry i za umiejętności techniczne. Odbiór spektaklu mógł być bardzo różny, i zdecydowanie może zmieniać on się wraz z upływem czasu, zarówno w wymiarze spektaklu jak i po nim.

Kolejny przedstawiony spektakl to „Tożsamość”, będąca drugą odsłoną norweskiego programu „Pensceniques”. Jak podaje sam teatr projekt stawia pytanie na temat wyglądu i jego autentyczności, ciało jest tutaj w opozycji i poszukuje strategii Zgodnie z tytułem aktor poszukuje siebie samego, swojego wizerunku scenicznego, również w aspekcie kontaktu z publicznością.

Ruch aktora sprowadza się do bezruchu. Przez zdecydowaną większość czasu aktor zastyga na scenie i przenika spojrzeniem przestrzeń. Trudno użyć mi tu słowa tancerz, bo dla mnie ten projekt równie dobrze mógłby nazwać się zwykłym teatrem, i to niezbyt wysokich lotów. Wytwarzane napięcie zdaje się obejmować tylko samego aktora, a większość publiczności, która miała kreować, niszczyć i tworzyć znaczenie/przedstawienie – wybiera niszczenie. Chyba, że ktoś usprawiedliwia sobie spektakl (czy raczej scenkę) mentalnością skandynawską, jednak dla mnie to żaden argument.

Po obejrzeniu tych dwóch propozycji unikałam dokonywania interpretacji, które zazwyczaj towarzyszą spektaklom. Muszę, bowiem przyznać, że zdecydowanie nie trafia do mnie przytwierdzanie do prawie każdego spektaklu konkretnej ideologii, dzięki której całość nabiera jakiejś (quasi) głębi, która bez folderowych słów zapewne nie byłaby odkryta. Jeśli spektakl niesie ze sobą jakiś przekaz, to zostaje on zazwyczaj doceniony, jednak w momencie, gdy jakaś idea staje się tylko pretekstem dla wykonania kolejnego przedstawienia wydaje mi się to sytuacją chybioną.

Po dwóch solowych występach przyszedł czas na niewątpliwie największe wydarzenia dnia - serbski projekt „Język Ścian”. Spektakl dopracowany w każdym detalu urzekł publiczność, swoją różnorodnością, doskonałą techniką tańca, a nawet ludycznością. 6 tancerek oraz perkusista Istvan Cik stworzyli prawdziwe widowisko, gdzieś na granicy psychologicznej opowieści a zwykłego show.

"Język ścian" powstał w ramach Forum Nowego Tańca, będącego efektem międzynarodowej współpracy. Za koncept i choreografią odpowiadają Roni Haver i Guy Weizman - Izraelczycy mieszkający i pracujący w Holandii, gdzie utworzyli międzynarodową grupę Club Guy & Roni.

Na scenie wciąż toczy się akcja, z sinusoidą emocji. Nieustanna wymiana tancerek w odgrywaniu głównych ról sprawia, że nie ma tu mowy o monotonii. Spektakl składa się z wielu pojedynczych, pozornie niepowiązanych ze sobą scen, pełnych ironicznego komizmu i konceptu, które w swojej statyczności i wykorzystaniu środków sprawiają, że całość przybiera także formę tradycyjnego spektaklu oraz ze scen tańca - pełnych dynamizmu i perfekcji układów oraz genialnego tańca na półkach szafy. Wszystko to układa się na zasadzie komplementarności w niezwykle pociągającą i bezwstydną opowieść o wspólnocie i indywidualności kobiet.

W tym miejscu warto się zastanowić, dlaczego podświadomie myśląc o czymś aspirującym do miana dzieła w teatrze tańca spora część z nas czeka na spektakl przeszywający najczęściej swoim tragizmem i wzniosłością, albo, chociaż nutą melancholii. Myślę, że w przypadku „Języka Ścian” balansowanie między różnymi estetykami, oraz umiejętne połączenie różnych płaszczyzn w spójną i silnie oddziaływującą strukturę są największym argumentem za wysoką wartością tego projektu.

Marta Zgierska

_________________
m.


Top
 Profile E-mail  
 
 Post subject: Second day in a nutshell
PostPosted: Sat Nov 10, 2007 9:02 am 
Offline

Joined: Thu Nov 08, 2007 4:43 am
Posts: 3
Compaigne 7273 – Climax.
There are some dance performance which I cannot understand, work of choreographers Laurence Yadi and Nicolas Cantillon is definitely among them. The point is, that even though I struggled to understand the meaning of „Climax” I just couldn’t. It’s actually fine – I agreed with myself, that perhaps I didn’t have to. Its because of absolute perfection of movement created on stage by dancing Nicolas Cantillon. In general, flooding light, in complete silence and using only small, central part of the scene, he created a masterpiece of bodywork. Contemporary dance of Cantillon seemd as not influenced by other dance styles, but I guess that in couple of figures you could notice, that in very subtle way they derived from ordinary, everyday movement. The tempo of the performance was variating from fast to very fast with just a few moments of slowing down. That constant dynamics of „Climax” might have caused some problems with focusing audience attention, but it was perfect way of presenting dancer’s talent and skills. The only distinctive breakage of tempo was black-out in the 3/4 of the performance, when Cantillon stopped dancing. In that moment huge, shining letters appeared and rotating around its axis created huge inscription: CLIMAX. In a way, I consider this moment to be humorous, which is kind of surprising, because the artist seemed to be avoiding showing any emotions and making any contact with audience. He created a very self-focused performance.

Company B. Valentine – Identity
The problem with conceptual art. is the accuracy and novelty of concept. In case of dance, if you’re not buying the idea created by choreographer that means you are trapped in the middle of the audience feeling growing irritation. It happened to me while watching work of Marcelino Martin Valentine. Empty scene, general lighting, no dance, a bit of walking around scene, couple of gestures and poses and one or two unnecessary visualizations... not to much as for 40 minutes performance. Quickly I got bored by it and even music by Johan Johanssonn (massive electronic music composer whom I really appreciate) seemed to be getting on my nerves. Was it a bad performance or was I a bad viewer?

Serbian National Theatre – The language of walls
Marvelous performance bursting with energetic moves. Lots of dancing, lots of live music and a few (even perhaps unnecessary) words. In performance we can see variating tempo of dance, which is often quotates other genres (mainly contemporary, sometimes influenced by ballet or even Irish folk dances). There is pretty much of repetitivity in moves, a bit of slow-motion dancing. Of course “The language...” is striking with it's great humor, self-distance and positive energy, even when. Pulsating and full of life choreography (Guy Weizman and Roni Haver) with its great interpretation by seven dancers and life drum music by Istvan Cik worked together in perfect way, creating fascinating performance. I strongly suggest to see it if you have opportunity.

Dance Theater Arka (Teatr Tanca Arka) – Who wants a song – a poem for the joints and the larynx
Nice and self-distanced performance. Four man are struggling to scream, shout or talk... but the only sound which comes from their throat is silence. The dance seems to be only way of expressing their emotions... but don't get confused, its not traumatic work about impossibility of communication. Silence is rather only a pretext for having fun by moving, interacting and... maxing strange sounds with actors body (or rather – with synthesizer which is accompanying movement of performers). I'm only not sure if I liked “concert for small toys” - wicked life-performance given by Pawel Romanczuk and Marcin Ozog (from post-jazz formation Robotobibok). It seemed to have lose connections with whole performance... but moments of confusion were definitely overwhelmed by the ending of performance – short recitation in a parody style of piece of polish epic poem “Pan Tadeusz” by Adam Mickiewicz.

Contemporary Dance Group of Lublin University of Technology (Grupa Tańca Współczesnego Politechniki Lubelskiej) - clear/n (work in progress)
I just cannot give any comment about this piece, nothing comes to my mind. I'm not sure if I even want to dig in my memory. Treat this as some kind of a review. Oh, its work in progress and group is a student one, so maybe I'm to harsh for them...

Michal Milosz Zielinski


Top
 Profile  
 
Display posts from previous:  Sort by  
Post new topic Reply to topic  [ 3 posts ] 

All times are UTC - 7 hours [ DST ]


Who is online

Users browsing this forum: No registered users and 1 guest


You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot post attachments in this forum

Search for:
Jump to:  
The messages in this forum are posted by members of the general public and do not reflect the opinions or beliefs of CriticalDance or its staff.
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group