|
Ciasno i duszno w tym pokoju
Lubelski Teatr Tańca – 48/4
choreografia: Ryszard Kalinowski
Wczorajszy premierowy pokaz „48/4” to dla mnie najlepszy do tej pory spektakl Lubelskiego Teatru Tańca. Twórcy ograniczyli w nim tak charakterystyczne dla siebie pewne elementy ruchu opartego na fizyczności - agresywne rzucanie się, obijanie, uderzanie ciałem o podłogę. Skupili się bardziej na oddaniu gestem i spojrzeniem napięć istniejących między czworgiem ludzi zamkniętych w ciasnej przestrzeni. Więcej niż w pozostałych choreografiach Teatru było momentów tańca opartego na płynnym ruchu, wzajemnym oddziaływaniu na siebie. Nie zabrakło również humoru.
Spektakl podzielony został na trzy niemal autonomiczne części – każda z nich ukazuje inny aspekt funkcjonowania w małym pomieszczeniu – przytłaczający brak miejsca dla siebie i duszność relacji jakie to powoduje - zmęczenie sobą, ale też wzajemne uzależnienie.
Rozpoczyna się niespokojnie - na trzyosobowej kanapie, jedynym elemencie scenografii, wije się jak przez zły sen, Wojtek Kaproń. Pozostałe trzy postacie tkwią w mroku po to by już za chwilę rozpocząć walkę o miejsce na sofie. Zawsze jednak dla jednej osoby brakuje miejsca, dlatego każdy kolejno próbuje się wcisnąć między pozostałych, ostatecznie spychając bądź zrzucając kogoś, niby przypadkiem - wślizgując się na czyjeś miejsce lub ostentacyjnie wyrzucając jednego/jedną z siedzących. Po jakimś czasie konflikt o kanapę przenosi się między kobiety – Beatę Pałkę i Annę Żak, mężczyźni zaś schodzą na dalszy plan. Szybko jednak ich damska kłótnia zamienia się w pakt przeciw tancerzom, próbującym ponownie znaleźć się na sofie. Już od pierwszych chwil widoczne jest napięcie jakie wytwarza się między nimi, czasem wywołujące uśmiech, czasem przejmujące.
Druga część spektaklu, najbardziej napięta i duszna, skupia się na relacjach partnerskich miedzy kobietami i mężczyznami. Podczas gdy Anna Żak i Ryszard Kalinowski tkwią w cieniu, jakby skłóceni ze sobą, obrażeni na siebie, Wojtek Kaproń i Beata Pałka rozgrywają sekwencję gier opartych na pełnym napięcia nieustannym przyciąganiu się i odpychaniu. Szybko nabierające tempa wzajemne uniki przeradzają się w paniczną próbę zatrzymania, wręcz zawłaszczenia dla siebie drugiej osoby. Szczególnie widoczne jest to w scenie, kiedy obie pary tańczą razem. W ich dynamicznym ruchu pojawia się dużo figur, w których jedna osoba obejmuje, wręcz osacza drugą. Zaczyna się wytwarzać coraz cięższy, klaustrofobiczny klimat.
Tę ciasnotę w spektaklu symbolizuje nie tylko za mała dla czworga tancerzy kanapa, nie tylko ich pełne napięcia, konfliktu, głodu emocjonalnego relacje, ale także niewielkie kwadraty – snopy światła, w których od czasu do czasu się poruszają. Myślę jednak, że zabrakło pewnej konsekwencji w realizacji tego pomysłu.
Znamienny jest moment kiedy Anna Żak wielokrotnie skacze z oparcia kanapy lądując w rękach Wojtka Kapronia. Scena nabiera tempa, ale ostatni skok kończy się upadkiem. Gasną światła, część druga kończy się.
Motyw walki o kanapę stanowi swoistą klamrę spektaklu. W końcowych scenach znów tancerze subtelnie, niby przypadkiem, niby niezauważalnie zajmują na niej miejsca, ponownie zaczynając się spychać. Więcej jest jednak luzu, dystansu a samo przedstawienie zaczyna bawić.
Mimo, że prezentowany przez Lubelski Teatr Tańca typ ruchu nie należy do moich ulubionych, uważam spektakl za udany. Wprawdzie wymaga jeszcze pewnego dopracowania, większego zgrania tancerzy podczas scen wspólnego tańca, czasem większej precyzji. Wierzę jednak, że jest to tylko kwestia czasu, kilkukrotnego „przetańczenia” wczorajszego, premierowego pokazu, bo sam pomysł i klimat kryje w sobie duży potencjał i wiele uroku.
Gabriela Żuk
_________________ Welcome to the other side
|