public forum
home forum magazine gallery links about faq courtesy
It is currently Mon Sep 01, 2014 3:00 pm

All times are UTC - 7 hours [ DST ]




Post new topic Reply to topic  [ 3 posts ] 
Author Message
 Post subject: Lublin 2007, 6 November, exercise writings
PostPosted: Fri Nov 09, 2007 8:11 pm 
Offline

Joined: Thu Nov 08, 2007 4:43 am
Posts: 3
Darkness hidden behind beauty of dance
about video recording of Swansong by Christopher Bruce.

It is hard to review a performance which was first created twenty years ago. It is definitely hard to review reconstruction of that performance, recorded on video tape, even though quality of cameras work and recording is fine. Please, bare it in mind, while reading this review.

Taking in consideration all meaning of word “swansong” we could expect two types of performance. Understanding it’s more traditional meaning, on scene we should see work, which is breathtakingly beauty, but also contaminated with atmosphere of inevitable death. Another, perhaps more interesting meaning of “swan song” is given by wikipedia: “By extension, swan song has become an idiom referring to a final theatrical or dramatic appearance, or any final work or accomplishment”. Which one of those should we take in consideration while seeing „Swansong” by Rambert Dance Company?

Probably none. As a choreographer Bruce is still active so its hard to understand „Swansong” as his „final work or accomplishment”. Is it last song of dying beauty? In a way… but taken as a whole performance by Rambert Dance Company is far away from clear beauty. In my way of understanding, Swansong is more about message, than aesthetics of dance. There is no doubt, that the way of dancing is outstanding – clear, smooth and influenced by many genres of dance (ballet, tap-dance and – in some parts – contemporary dance). But far more important for global reception of whole performance is sheer terror hidden behind movement. The dance must be interpreted as a new way of telling the story of interrogation. Sure, aggression, pain and cruelty of tortures might be a bit dimmed by the way dancers are expressing it, but still – this is a #### piece of theater. And I guess that everyone considering seeing it should bare it in mind: it is not about making viewers feel good. It’s about making them feel bad.

Now, back to the beginning. 20 years of evolution of dance, music and light technology is definitely pretty much. Seeing “Swansong” in 2007 year may make you feel, that this performance has got a bit rusty. There’s no doubt, that dancers are highly professional (Kevin Richmond and Matz Skoog as guards and Koen Onzia as prisoner). Choreography… well, it’s still fine, but while seeing it you can’t stop realizing that it is slightly out of date, it lost it’s freshness. When taking in consideration music… things are getting worse. Much worse. Philip Chambon (still active as an artist and academic scholar) created it in a manner of Jean Michael Jarre, but without (or hardly without) finesse and innovatory of french composer. It may work for the performance, it may expose some of its parts… but as a separate medium it sounds far to retro.

Having said all of that I consider “Swansong” being worth watching… but you have to keep in mind it’s difficult topic and the fact, that it was created in 1987 year.

Michal Milosz Zielinski


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Sat Nov 10, 2007 3:16 am 
Offline

Joined: Tue Nov 06, 2007 2:35 pm
Posts: 11
Location: Lublin Poland
The last dance
about video recording of Swansong by Christopher Bruce.


Już po pierwszych minutach sztuki bez trudu odnajdujemy sens opowiadanej historii. W celi dwóch śledczych przesłuchuje więźnia. W kolejnych scenach przeplatają się dwie sytuacje. Przesłuchanie i tortury oraz momenty samotności, kiedy więzień oblany symbolicznym snopem światła oddaje się emocjonalnemu tańcowi. Poszczególne całostki zamknięte są w klamrze powtarzanych ruchów.

Całą scenografię stanowi drewniane krzesło, które staje się jednocześnie częścią gry między tancerzami. To ono symbolizuje zniewolenie, to z nim wciąż walczy więzień, to w końcu jego szczeble staja się kratami zza których aktor spogląda na publiczność.

Choreografia łączy w sobie elementy różnego rodzaju tańca, które często występują jednocześnie. Możemy zauważyć wyraźnią opozycję między sposobem tańca strażników a więźnia. Strażnicy to synchroniczne, często karykaturalne ruchy w rytm szybkiej muzyki. Więzień to sceny baletowe, przeplatany takimi figurami jak stanie na rękach, to kontakt z ziemią, przez który taniec staje się bardziej nasycony emocjami.

Między tymi dwoma biegunami dokonuje się interakcja. Do pierwszej konfontacji dochodzi już na początku - w ciszy rozlega się stepowanie będące przesłuchaniem. W dalszych częściach więzień wielokrotnie zostaje porywany przez strażników do tańca - tortur, mimowolnie wykonuje sekwencje ruchów, w całym układzie widać jego zniewolenie.

W spektaklu szczególną rolę odgrywa muzyka. Między jej rytmem i pulsem a tańcem zachodzi ścisła zależność. Muzyka staje się fonetycznym przekazem treści, doskonale obrazuje, a nawet kieruje tym co dzieje się na scenie. Wątpliwości pozostawia jednak brzmienie sampli dobranych przez Philipa Chambona, dla współczesnego odbiorcy tego typu elektronika może wydać się przestarzała, w niektórych wypadkach nawet drażniąca czy śmieszna.

Finał historii przeczuwamy od początku, a jeśli nie od początku to przynajmniej od momentu pierwszego samotnego tańca więźnia. Ostatni taniec kończy się zniknięciem więźnia w świetle co jest symbolem uwolnienia poprzez śmierć. Znając życiorys choreografa Christophera Bruce’a, możemy dokonać dodatkowej interpretacji, wtedy scena ta staje się pożegnaniem z zawodowym tańcem.

Oczywistość fabuły okazuje się największym problem spektaklu. Pojawia się pytanie czy jest to prostota, którą należy docenić czy może popadnięcie w pewną trywialność, gdzie sam dobry technicznie taniec nie jest już w stanie odpowiednio oddziaływać na widza.

To prawda, że dzięki nieskomplikowaniu akcji możemy skupić się na odbieraniu samego tańca. Nie szukając po drodze żadnych wymagających interpretacji, otwieramy się na ruch. Nie gubiąc się w domysłach mamy czas by dostrzec szczegół. Jednak przy zbyt długich sekwencjach, które zdarzają się w tym spektaklu, wrażenia estetyczne mogą zostać wyparte przez znużenie, a uwaga rozproszona.

Marta Zgierska

_________________
m.


Top
 Profile E-mail  
 
 Post subject:
PostPosted: Wed Nov 14, 2007 5:16 am 
Offline

Joined: Mon Nov 12, 2007 11:29 am
Posts: 5
Location: Lublin, Poland
Last days and last dance
about video recording of Swansong by Christopher Bruce on English National Ballet

Postać w czerwonej koszulce pomiędzy dwoma więziennymi strażnikami. Krzesło i więcej nic. Nie ma wątpliwości co do tematyki Swansong. Zarejestrowane we wrześniu 2007 roku na taśmie video przedstawienie z choreografią autorstwa Christophera Bruce’a to powrót na deski scen baletowych po 20-tu latach. Historia osnuta jest na kanwie wydarzeń w Chile lat 80-tych, choć równie dobrze mogłaby to być współczesna Korea Północna czy Chiny.

Zaczyna się na pozór niewinnie – strażnicy stepują nieomal radośnie wokół krzesła z przesłuchiwanym skazańcem. Za chwilę rola więźnia zostanie podkreślona przez doczepiony nos clowna. Skalę przeżywanych emocji zdradza ekspresja ruchowa tancerzy – jak dla mnie zbyt dosadna. Im bardziej przerysowane są gesty postaci, kiedy miotają się w zapamiętaniu po scenie, tym ich taniec jest mniej przekonujący.

Więzień zostaje na scenie sam, z góry pada na niego jasne światło. Muzyka łagodnieje. W ruchach tancerza Koena Onzia jest zaskakująco dużo harmonii. Ten taniec dodaje mu sił, aby zmierzyć się ze strażnikami ponownie. Kiedy jednak strażnicy powracają, skazaniec bardzo szybko staje się znów bezwolną kukłą w rękach oprawców – pozostawiają go ledwo żywego, przygniecionego krzesłem. Można by myśleć, że już się nie podniesie.

Tu następuje najbardziej poruszający fragment Swansong – skazaniec wstaje i rozpoczyna przejmujący taniec. W absolutnej ciszy, coraz częściej patrząc w niebo. Sposób, w jaki się porusza, przywodzi na myśl dumnego ptaka. Nagle znów opada z sił. Rolę pierwszoplanową zaczyna grać krzesło – zdaje się, że waży ono coraz więcej. Tancerz raz taszczy je na plecach niczym Syzyf swój głaz, raz wygląda przez jego kratki na świat.

Strażnicy pojawiają się po raz kolejny – rozpoczynają przedziwny, sadomasochistyczny taniec z pałkami przy wtórze muzyki z lat 80-tych. Ruch staje się coraz bardziej dynamiczny i agresywny, rytm pulsuje silnymi uderzeniami. I dzieje się to, co od początku spektaklu było oczywiste – rozpoczyna się „łabędzi śpiew” skazańca – wyczerpany do cna odchodzi, a jakże, w rozświetlone zaświaty. Zwyciężył?

Zakończenie nader proste, razić może banalnością. Z drugiej jednak strony najbardziej przemawia za tym spektaklem to, co najprostsze – chwile bezruchu, brak scenografii, niewyszukana gra światła. Całość niestety nie porywa, nie wzbudza emocji, jakich można by się spodziewać. Przesadne gesty odpychają. Muzyka Philipa Chambona, która szybko straciła na aktualności, o ile ją posiadała w latach 80-tych, zupełnie nie przekonuje. Zresztą, sztuka, która nosi znamiona sztuki z tezą, sama w sobie zawiera dla mnie coś odpychającego. Jeżeli jednak wziąć pod uwagę fakt, jak często prześladowania ze strony autorytarnej władzy wobec obywateli nie wychodzą na jaw – cóż, może trzeba je wytańczyć?

Agnieszka Goławska

_________________
samo da igramo


Top
 Profile  
 
Display posts from previous:  Sort by  
Post new topic Reply to topic  [ 3 posts ] 

All times are UTC - 7 hours [ DST ]


Who is online

Users browsing this forum: No registered users and 2 guests


You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot post attachments in this forum

Search for:
Jump to:  
The messages in this forum are posted by members of the general public and do not reflect the opinions or beliefs of CriticalDance or its staff.
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group