|
Jak w pudełku czekoladek
O Sudanie, różnorodności i sztuce rozmawiamy z Alim Mahdim i Shamsem Nagmem z Al Bugga National Theatre oraz z Sulimanem Amalem z Oapai Orupaap – African Performing Arts Institute.
Ad Spectatores: - W zasadzie jedyne wiadomości, jakie docierają do Europy na temat Sudanu, dotyczą toczącej się tam od lat krwawej wojny domowej. Czy ten tragiczny w skutkach konflikt wewnętrzny ma wpływ na Wasz taniec, Waszą sztukę?
Ali Mahdi (Al Bugga National Theatre):
- Tak, oczywiście. To, jak wygląda dzisiejszy Sudan ma ogromny wpływ na naszą pracę, na naszą sztukę. W spektaklach chcemy pokazać, że konflikt wewnętrzny naszego kraju toczy się na zupełnie innym poziomie. Proszę na nas spojrzeć. Wszyscy trzej jesteśmy Sudańczykami, a mamy zupełnie różne odcienie skóry, inne rysy twarzy, inną budowę ciała. Sudan jest krajem bardzo różnorodnym, mieszają się w nim kultury, grupy etniczne. Dla niektórych jest to powód konfliktu, dla nas - pretekstem do działania, do nawiązania dialogu. Taka według mnie jest rola sztuki, ma łączyć i uczyć wspólnego działania. Poprzez nasze spektakle pokazujemy Sudańczykom, że tak naprawdę żadna wojna nie jest naszą wojną. To samo chcemy pokazać ludziom w świecie, także u was, w Polsce – że tworzymy razem mimo, że się różnimy.
Suliman Amal (Oapai Orupaap – African Performing Arts Institute):
- Sudan jest naprawdę wyjątkowo różnorodnym krajem. Północ bardzo różni się od południa, wschód od zachodu, ścierają się tu różne wpływy, korzenie naszego kraju są bardzo rozgałęzione. Ale siedzimy tu wszyscy razem, dyskutujemy, rozmawiamy. Nie jest aż tak ważne, że moje korzenie są bardziej afrykańskie, a Alego arabskie.
Shams Nagm (Al Bugga National Theatre):
- Już sam tytuł naszego przedstawienia jest znaczączy „Between Sinar and Edab”. Sinar to nazwa miasta leżącego w głębi kraju, zamieszkałego głównie przez ludność rdzennie afrykańską. Edab natomiast to miasto położone nad Morzem Czerwonym. Mówi się, że przez nie właśnie przechodziły wpływy arabskie i islamskie do Sudanu. Chodziło nam o pokazanie tej różnorodności i wzajemnej koegzystencji różnych kultur. Sudan jest jak pudełko czekoladek – są w nim czekoladki o różnych smakach, różnych odcieniach, ale wszystkie razem stanowią całość.
- Czy w Waszych sztukach taniec współczesny łączy się z tradycyjnymi tańcami sudańskimi?
Suliman Amal: - Nie może być inaczej. Taniec współczesny i to, co tworzymy dziś, ma przecież gdzieś jakieś korzenie. My je znamy, odnajdujemy, czerpiemy z nich i łączymy razem z naszymi pomysłami.
- Czy taniec jest zatem dla Was swego rodzaju rytuałem?
Suliman Amal: - Oczywiście. Taniec, muzyka, teatr, to wszystko wypływa z rytuału, nie możemy o tym zapominać. To, jakie jest znaczenie, czy forma danego rytuału, zależy od kultury. W Sudanie każda z licznych grup etnicznych posiada bogatą obrzędowość, związaną właśnie z tańcem, muzyką.
Ali Mahdi: - Taniec na pewno jest rytuałem. Weźmy za przykład obrzędy sufich – muzułmańskich mistyków. Są tam specyficzne stroje, charakterystyczne instrumenty, przygotowania. Ich taniec nie jest zwykłym tańcem, jest czymś więcej, rytuałem właśnie. Do tego staramy się również nawiązywać w naszych spektaklach.
- Zajmuje się Pan (Shams Nagm – przyp. red.) próbą połączenia tańca z archeologią. To brzmi bardzo ciekawie, ale zarazem zagadkowo.
Shams Nagm: - Według mnie archeolog i tancerz są do siebie bardzo podobni. Próbują odnaleźć korzenie, dotrzeć do głębi. Archeolog robi to dosłownie, kopiąc w ziemi, odkrywając coś, co przez miliony lat leżało zakopane. Dzięki jego pracy ludzie mogą poznać, jak żyli ich przodkowie i zarazem dowiadują się czegoś o sobie. Z tańcem, teatrem, muzyką, spektaklem, jest podobnie. Jego istotą jest znalezienie tych najgłębszych pokładów, z których wyrośliśmy. Trzeba znaleźć odpowiednie środki wyrazu, które są jakby narzędziami archeologa, aby odkryć początek, najdawniejszą tradycję.
Rozmawiała Agata Chwoła
|